Jestem i płaczę
Karol Maciej Szymanowski
Jestem!
Jestem i płaczę
Biję skrzydłami,
Jak ptak ten ranny,
Jak ptak ten nocny,
Któremu okiem kazano skrwawionym
Patrzeć w blask słońca...
A u mych stóp samotny kopią grób,
A czarna wrona,
Na Bożej męki usiadłszy ramiona,
Kracze i kracze, bez końca
I dziobem zmarłe rozsypuje próchno...
A ci się wloką, świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką,
Jak cienie, do wielkiej się wloką mogiły...
Za nimi dziewanny
Z piaszczystych wydm się ruszyły,
Z miedz się ruszyły krwawniki,
Spoza zapłoci bez się ruszył dziki,
Tatarak zaszumiał w wądolcach
I z mułu otrząsnąwszy pachnące korzenie,
Idzie wraz z niemi...
Z mokradeł kępy rogoży,
Z przydroży osty o żółtych kolcach,
Szerokolistnę łopiany, senne podbiały,
Fioletowe szaleje, cierniste głogi
Wstały i idą...
Liśćmi miękkiemi
Wierzb zaszeleścił rząd
I w cichej, rozpaczliwej sunie się żałobie
Śladem ich drogi...
Całe rżyskami zaścielone łany
Oderwały się w tej dobie
Od macierzystej ziemi
I niby olbrzymie ściany
Wzniosły się w górę i płyną
Tą wielką żalu godziną...
A Ty, o Boże!
O Nieśmiertelny!
O wieńcem blasków owity!
Na niedostępnym tronie
Siedzisz pomiędzy gwiazdami
I głową na złocistym spocząwszy Trójkącie,
Krzyż trójramienny mając u swych nóg,
Proch gwiazd w klepsydrze przesypujesz złotej
Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!