Moja pieśń wieczorna

Karol Maciej Szymanowski

Błogosławioną niech będzie ta chwila,

Kiedy się rodzi wieczorny hymn duszy!

Kiedy od cichych pól,

od rżysk i rzecznych pobrzeży,

Od przecznic i od ugorów,

Od wypaczonych chat

I od tych stodół zwietrzałych

chłopięca płacze piosenka:

A grajże mi piszczałeczko,

grajże mi, graj!

Uliniłem cię z wierzbiny,

gdzie ten potok srebrnosiny,

Gdzie ten szumny gaj;

pana pani tam zabiła,

Zieleni się hej! mogiła,

zieleni się hej!

A cierniste krzewie głogu

kwiat swój sypie po rozłogu,

A szept idzie z kniej;

a dusza słucha i słucha,

a dzień jej przygasa...

A ona śladem tęsknicy

płynie rozlewną falą księżycową,

rosami płynie lśniącemi na łąkach

i wierzchołkami ukojonych drzew,

I grzbietem białych gór

ku onym dniom zapomnianym,

gdy miłość i spokój

nie były ogniem trawiącym

Ani kamiennem, Ślepem przerażeniem

przestwór się przed nim roztwiera,

I przepełniony wiekuistą mocą

topi w swych głębiach wszystko co ją zmogło,

Urągowiskiem I grzechem

I wypełnioną pokutą,

Wstydu i hańby pociemniałą twarzą,

I podeptaniem Świętych Bożych praw.

I krwawą zemsty pochodnią,

I bólu, bólu strasznego

tak pożądanem a tak żrącem widmem.