Święty Boże

Karol Maciej Szymanowski

O niezgłębione, nieobjęte moce!

Skrzydłami trzepocę jak ptak ten nocny,

któremu okiem kazano skrwawionem patrzeć

w blask słońca...

Święty Boże! Święty Mocny!

Święty a Nieśmiertelny!..

A moje skrzydła plami

krew, która cieknie bez końca z mojego serca...

A oko moje zachodzi mgłą,

która jest skonem i mego serca, i duszy mej!

Święty Boże! Święty Mocny,

Święty a Nieśmiertelny,

zmiłuj się nad nami!

I niechaj łzy, które o jasnym poranku wiszą

na kłosach wypoczętych zbóż,

lub szkliwa pianą okrywają kępy w sen otulonych traw,

zmienią się w głośne skargi

i bez ustanku płyną do Twoich zórz...

Niechaj rozszarpią na strzępy, na krwawe szmaty,

łuny świtowe, powstałe nad ziemią, gdzie ból

i rozpacz drzemią.

O Święty, Nieśmiertelny, Święty, Mocny Boże!

Dlaczego moje li wargi mają wyrzucać

krwawą pieśń? Płacz ze mną!

Dlaczego sam mam iść w tę przestrzeń ciemną,

choć żar południa pali się w przestworzu.

Dlaczego sam mam wlec się na rozdrożu,

ku tym pochyłym krzyżom?

Którym na czarne ramiona kracząca siada wrona?

I dziobem zmare rozsypuje próchno?

Święty Boże! Święty a Nieśmiertelny!...