Bakczysaraj w nocy

S. Kisielewski

Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce,

Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze,

Zawstydziło się licem rubinowym zorze,

Srebrny król nocy dąży spocząć przy kochance.

Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce

Śród nich po safirowym żegluje przestworze

Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze,

Pierś ma białą, a złotem malowane krańce.

Tu cień pada z menaru i wierzchu cyprysa,

Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu,

Jak szatany, siedzące w dywanie Eblisa

Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu

Budzi się błyskawica i pędem Farysa

Przelatuje milczące pustynie błękitu.