Barkarola

Stanisław Moniuszko

Po dolinie Brenta płynie, po niej pływa cień gondoli,

Z szmerem wiosła fala niosła tęskną nutę barkaroli.

Moja luba, dziewic chluba, gdzieś mię czeka na krużganku,

Łamie dłonie, we łzach tonie, myśli marzy o kochanku.

Troska dzienna, noc bezsenna z nas jak upiór krew wysysa,

Aż nim skroni nie osłoni grobowego cień cyprysa.

Każdą nocą z chmur migocą, wciąż na ziemię patrzą gwiazdy:

Jak świat światem, zimą, latem nieskończone kończą jazdy.

Rosy leją, lecz nie mdleją jak płaczący w smutku człowiek.

Nie kochają, łez nie znają, nie wypłaczą złotych powiek.

Serce chore w nocną porę, jak kwiat nosny się otwiera,

Bo rozpacza bez słuchacza dusza czuła, miłość szczera.

Płyń, płyń, łodzi, księżyc wschodzi, ot, i luba na krużganku!

Łamie dłonie, we łzach tonie, myśli, marzy, myśli, marzy o kochanku.

Blask księżyca pięknej lica kołem światła opromienia.

Gdy ją zoczył, na brzeg skoczył i zmieszali łzy, westchnienia.

Po dolinie Brenta płynie, po niej pływa cień gondoli,

Lecz o mdlała i skonała tęskna nuta barkaroli, barkaroli.