Słonko

Z. Stojowski

Wędrowało sobie słonko,

Uśmiechnięte jasne, złote:

Szło nad gajem, szło nad łąką —

Napotkało w łzach sierotę.

Ten się żali: — „Tak wesoło

„Świecisz światu, słonko moje;

„Uśmiechami sypiesz wkoło,

„Gdy ja smutny we łzach stoję.

„Obojętnie patrzysz na to

„Jak się ludzkie serca męczą...

„I nad każdą ludzką stratą

„Promienistą błyskasz tęczą.”

Słonko na to: — „Biedne dziecię!

„I mnie smutno na niebiosach,

„Gdy o waszym myślę świecie

„I o ludzi ciężkich losach;

„Lecz nie mogę ustać w drodze,

„By nad każdą boleć raną:

„Więc w złocistym blasku chodzę,

„Wypełniając co kazano.

„Nie pomogą próżne żale...

„Ból swój niebu trza polecić —

„A samemu wciąż wytrwale

„Trzeba naprzód iść... i świecić!”