Pieśń wschodnia
I. Komorowski
„I cóż milszego jak cień w upałach;
I cóż milszego jak lulka w cieniu?
Jak paląc lulkę siedzieć w milczeniu,
I o niebieskich marzyć migdałach?
O! gdybym tęczę miał zamiast cybuka,
Wulkan za lulkę i dąb za hajduka.
Urżnąłbym równo dwa tęczy końce;
Na jednym końcu wulkanbym wprawił,
Na drugim, zamiast bursztynu, słońce,
W tyle za sobą dąbbym postawił;
I siedział sobie jak Nuszyrwan jaki,
Z góry na ziemskie poglądając żaki.
Dąb mój najwyższy z dębów Iranu,
Lasy i góry przerósłszy głową,
Stałby cierpliwie z lulką gotową,
Cienia i chłodu nie skąpiąc [panu,
A jakbym usnął zmordowany skwarem,
Dąbby oganiał komary konarem].
Hej dębie! fajki! — S sółtańską miną
Paliłbym, dymek cedząc przez zęby,
Albobym rzucał kręgi i kłęby,
Ażbym się chmurą otoczył siną;
Mój biały turban jak łeb Araratu
S ponad obłoków panowałby światu.
Skończywszy lulkę uradowany,
Dopóty dąłbym, dopóty dmuchał,
Dopóty żarem, popiołem buchał,
Aż Frengistanu psów jak kasztany
Popiekłbym w żywym ogniu na cześć Ali,
I wytrząsł popiół na tych co zostali!”