Duch sieroty

I. Komorowski

Idzie sobie pachole

Przez zagony, przez pole;

Wielki wicher, ulewa,

A to idzie a śpiewa.

Wyszedł z gaju gajowy,

I ozwie się w te słowy:

— Taka bieda na dworze,

A ty śpiewasz nieboże?

— Oj długo ja płakała,

Gdy mnie nędza wygnała,

Gdy ja biedna sierota,

Drząca stała u płota:

Aż raz w nocy niedzielnéj

Przy dzwonnicy kościelnéj

Mróz wszelakie czucie ściął,

I pan Jezus duszę wziął:

Jedna zimna mogiła

Moją biedę skończyła, —

Siwy dziad mnie pochował,

On mnie płakał, żałował,

On mnie ubrał w sukienki

Do téj zimnéj trumienki.

Teraz nic mi nie trzeba,

Idę sobie do nieba.

— O sieroto! o dziecie!

Nic ci nie żal na świecie?

— Żal mi jeno téj łąki,

Gdzie fijołki i dzwonki;

Żal mi słońca w zachodzie,

Kiedy świeci na wodzie,

I fujarki wierzbowéj

Z nad zielonéj dąbrowy. —