Galary
I. Komorowski
Po lesie po dolinie
Nasza Wisła weiąź pły nie
Powoli toczy się
Na niej drze wo pszenice
Het za Polską granicę
Kędyś za morze mnkie.
Jej powierzchnię co ranka
Jasku łeczka Kochanka
gładzi wiodąc do koła lot
Jasne lica się chmurzą
gdy wiatr wyje przed burzą
i mgły siew dzień zwiastują słot.
Co dzień s zumu jej wody
słucha pły nąc flis młody
Znać wisła śpiewa im.
A tak śmiało radośno
ze az serca im rosną
Na zgubę ludziom złym.
Słońce zaszło pogodnie
Siedzą flisy swobodnie
przy ognisku na klocach drzew
Kurzą sobie fajeczki
A je den wziął skrzy peczki
i swej Wiśle wygrywa śpiew.
Wisło nasza Kochanko
zkąd tą szarą sukmanką
piaszczy sty kryjesz smug.
O! ty matko rodzona
U Twojegoé to łona
Duszę nam wcielił Bóg!
Czy cię ziemia zgnie wała
Coś tak zbladła zsiniała
Czy żałujesz zalanych chat?
Nowe schludne powstaną
I nad Wisłą Kochaną
Późnych dosięgną lat.
Tak śpiewają I pły ną
z wolna nikną i giną
Jak pianki wodnych toń.
Wisłą pluszcze podrzu ci
niby z trawą się Kłóci
I w gwiazdy barwi s kroń.
Białe źagle wędrują
Po nich wiatry tańcują
Z maszt pogląda cho rągwi tłum
Lecz się dusza nie cieszy
Nowych witać nie spieszy
Do krako wskich stęskniona dum!