Na gody

S. Niewiadomski

Pokiwali matuś głową,

Popłakali mało wiele,

Dali czapkę barankową,

Tatusiową kamizelę...

Dali łapcie z łyka szyte,

Za pazuchę kromkę chleba,

— «Idźże, Jaśku, w świat szeroki,

Na wschód słonka, na wschód nieba...

Jeszczećbym ci w chacie rada,

Zbierzesz chróstu, dźwigniesz wody...

Ano kiedyż ci do ludzi,

Jak nie teraz, nie na gody?...

A gódź-że się w dobrą chwilę,

W dobrą chwilę i godzinę,

Po wszelakiej należności,

Choć za zgrzebną koszulinę...

A gódź-że się u bogacza,

W dobre słowo, w dobrą wiarę,

Jak przesłużysz co się patrzy,

Da ci może buty stare...

A nie wracaj do chałupy,

Aż wyrośniesz mi z pastucha,

Aż wysłużysz na grzbiecinę

Siaki taki szmat kożucha!».

— «A i długoż mi matusiu,

Na te buty służyć w świecie?» —

— «Aż cię synku, bieda zgryzie,

Aż cię praca w dół przygniecie». —

— «A i długoż mi, mateńko,

Na ten kożuch służyć trzeba?» —

— «Aż cię Pan Bóg dojrzy, synku,

Z wysokiego swego nieba»! —

Idzie Jasiek po ścieżynie,

Co się spojrzy, to ją minie,

Co się spojrzy, to się smuci —

Albo pójdzie albo wróci...

Stara wierzba jakby żywa,

Gałęziami za nim kiwa,

Czegoś skrzypi, czegoś biada,

Dziw do niego nie zagada...

Oj! nie użył Jasiek w chacie,

Ani wczasu, ni swobody...

— Ano — kiedyż mu do ludzi,

Jak nie teraz, nie «na gody?»...